piątek, 26 grudnia 2014

12. Święta

Moje pisanie...nie mam natchnienia. Nic nie cieszy, brakuje sił. I chociaż staram się myśleć pozytywnie, nachodzą mnie smutki.
Kilka dni temu, tuż przed Świętami, przyszedł wynik Taty ze scyntygrafii kości. I coś się dzieje, są jakieś zmiany. Bardzo się boimy. Po Nowym Roku Mama pójdzie z nim do lekarza.
Siedząc przy Wigilijnym stole, patrząc na Tatę, chciało mi się płakać, bo przecież On był (i nadal jest) całe życie przy mnie. Ja rozumiem, że każdy umiera, że przychodzą lata, ale...to mój TATA. Tata, który nazywał mnie Makową Panienką :-), który do poduszki tak opowiadał bajki, że pierwszy zasypiał :-)
Tak samo przykro było mi patrzeć na moją Babcię. Ona też była całe życie obecna. Ma 91 lat, piękny wiek :-). Szkoda, że nie można cofać czasu.
Przyjechał też mój Brat, którego widuję raz na rok, właśnie na Święta. Poopowiadał trochę o swojej klinice, o klienteli z pierwszych stron gazet. Zmienił się. To już nie ten sam młodszy Brat.
Był oczywiście mój najukochańszy Synuś :-) :-). Mam nadzieję, że wychowałam go dobrze, że nigdy nie zostawi mnie samej w Wigilię. I nie ważne czy ktoś będzie ze mną w te dni. To na Niego będę zawsze czekać.

Poznałam na fb kilka fajnych osób. Myślałam, że to ja jestem tylko dziwadłem, które się zmienia wewnętrznie, które chce świadomie żyć, które jest wrażliwe na krzywdę innych. Jest kilka osób i to mnie cieszy :-). Staram się przebywać tylko w towarzystwie osób pozytywnych, mądrych wewnętrznie. Czasami bywa inaczej. Cieszę się, że są też wrażliwi i mądrzy Mężczyźni. W dzisiejszym świecie to rarytas.

Zadzwonił dzisiaj do mnie mój były Mężczyzna. Myślałam, że już o mnie zapomniał. Myliłam się. Zadzwonił pod pretekstem złożenia życzeń na Święta. Pierwszy mój odruch? Ukłucie w sercu, a raczej myśl: a jednak tęskni i pamięta. Co czułam? No właśnie...stwierdziłam, że czułam obojętność. O to prosiłam TEGO NA GÓRZE. Wysłuchał :-). Dziękuję, dziękuję, dziękuję :-).

Zbliża się Sylwester, kolejny samotny Sylwester. Koleżanki wyciągają na imprezę, nie chcą abym sama siedziała w domu. Ja też nie chcę, bo wiem jak to się skończy, płaczem. Szkoda tylko, że nie mam Faceta. Inaczej bym się czuła. Szkoda, że nie mam nawet takiej męskiej bratniej duszy, która poszłaby ze mną. Tak bardzo chciałabym pobawić się, potańczyć z Mężczyzną. W sumie to jeszcze kilka dni i wszystko może się zdarzyć :-) :-)