poniedziałek, 13 maja 2013

7. Matura, praca

Nie lubię chorować. Niestety przylazło do mnie przeziębienie. Dobrze, że dzisiaj w domu. Cały dzień w łóżku. Nie ma zmiłuj się, jutro do pracy.
Dzięki Bogu mam na rano. Trochę spokoju i wytchnienia. Do południa ich nie ma. Cafe z rana śpi.
Ten ostatni tydzień był bardzo emocjonujący. 7, 8 i 9 maj pisemne matury u Syna. Byłam z nim 7 i 8 maja. Musiałam wracać do Berlina, do pracy. O maturę z angielskiego nie bałam się. Jest dobry. Gorzej było z matematyką i polskim. Syn potraktował egzaminy pisemne jak sprawdzian na lekcji. Ja natomiast byłam kłębkiem nerwów. Oj będą mnie one trzymać do 28 czerwca czyli do ogłoszenia wyników.
W pracy zaczynały mi się wieczorne zmiany. Znowu miałam pecha. Pierwszej nocki pracowałam od 18-tej do 5 rano. Drugiej nocki do 3 w nocy. Kolejna do drugiej. Z soboty na niedzielę praca była wyjątkowa. Mogłam zobaczyć jak Turcy spędzają wolny czas, na luzie, w ulubionym gronie. Najpierw szef ze znajomymi grał w karty. Na stół poszła Raky czyli typowa wódka turecka. Sam jej zapach mnie odpycha - anyż. Po skończonej grze szef wziął saz - turecki instrument, zaczęły się śpiewy, muzyczne odpowiadania stron i tańce. Zrobiło się naprawdę wesoło. Pierwszy raz widziałam taką swobodę u szefa. I chociaż siedziałam do piątej nad ranem, nie żałuję. Była to dla mnie kolejna lekcja kultury.
Czasami myślę sobie, że powinnam napisać trochę coś o Turkach, tureckiej kulturze, ich zwyczajach, zachowaniach. Turcy tutaj są bardziej tureccy niż u siebie w kraju. I nie jest to moje spostrzeżenie, a wielu, wielu osób.

A tak wygląda gra na saz-ie

Tak jak gra ten facet, to jest to mistrzostwo. Lata nauki.

Agnes

piątek, 3 maja 2013

6. Zawieszenie

Stworzyłam i zawiesiłam się w pisaniu. Co drugi dzień wchodziłam, pisałam i kasowałam. Słowa nie pasowały do siebie. W głowie totalny miszung...

Jeden dobry dzień przeplata się z negatywem i nerwami. Mój Syn za dni kilka ma maturę i wszystko w du..e. Codziennie dzwonię do Niego, rozmawiam, proszę, wymagam i ...ściana. Nie mogę pozwolić sobie na siedzenie w domu, bo jak nie pracuję, nie mam pieniędzy, a żyć trzeba. Powiedziałam Jemu, że jeśli przez własne lenistwo, własną głupotę, może zamknąć sobie drzwi do przyszłości. Całe życie na pierwszym miejscu był On i Jego potrzeby. Wie, jaką mam pracę, z jakimi ludźmi, z jaką kulturą. Wie, że długo musiałam pracować na szacunek. Wie, że nie mam już sił ciągnąć przymusowych nadgodzin. Wie, że 4 i pół roku temu, w wieku zaledwie 38 lat, miałam udar. Wie też, że nie mogę się denerwować, a jednak jakoś tak o tym wszystkim zapomina. Serce ma dobre. Jest kochany. Jest miłością mojego życia. I jest buntownikiem. Buntownikiem z wyboru?
Powiedziałam Jemu, że jeśli przesra maturę, to dalej musi dawać sobie radę sam. Ja też chcę w końcu zacząć żyć. Żyć dla siebie, dla swoich potrzeb.

Czas pokaże. Dobrze, że jest Karola. Jeszcze Jej słowa trafiają trochę do Niego. Karola to pierwsza Wielka Miłość mojego Syna. Bardzo ją lubię. Lubię patrzeć na nich jak idą trzymając się za ręce, jak się obejmują, jak patrzą sobie w oczy i jak przekomarzając się skaczą jak dwa koguty :-)

Uciekam spać, bo w tym tygodniu mam na ranne zmiany.

Jakiś czas temu usłyszałam i był moment, że słuchałam codziennie



Agnes