Jeden dobry dzień przeplata się z negatywem i nerwami. Mój Syn za dni kilka ma maturę i wszystko w du..e. Codziennie dzwonię do Niego, rozmawiam, proszę, wymagam i ...ściana. Nie mogę pozwolić sobie na siedzenie w domu, bo jak nie pracuję, nie mam pieniędzy, a żyć trzeba. Powiedziałam Jemu, że jeśli przez własne lenistwo, własną głupotę, może zamknąć sobie drzwi do przyszłości. Całe życie na pierwszym miejscu był On i Jego potrzeby. Wie, jaką mam pracę, z jakimi ludźmi, z jaką kulturą. Wie, że długo musiałam pracować na szacunek. Wie, że nie mam już sił ciągnąć przymusowych nadgodzin. Wie, że 4 i pół roku temu, w wieku zaledwie 38 lat, miałam udar. Wie też, że nie mogę się denerwować, a jednak jakoś tak o tym wszystkim zapomina. Serce ma dobre. Jest kochany. Jest miłością mojego życia. I jest buntownikiem. Buntownikiem z wyboru?
Powiedziałam Jemu, że jeśli przesra maturę, to dalej musi dawać sobie radę sam. Ja też chcę w końcu zacząć żyć. Żyć dla siebie, dla swoich potrzeb.
Czas pokaże. Dobrze, że jest Karola. Jeszcze Jej słowa trafiają trochę do Niego. Karola to pierwsza Wielka Miłość mojego Syna. Bardzo ją lubię. Lubię patrzeć na nich jak idą trzymając się za ręce, jak się obejmują, jak patrzą sobie w oczy i jak przekomarzając się skaczą jak dwa koguty :-)
Uciekam spać, bo w tym tygodniu mam na ranne zmiany.
Jakiś czas temu usłyszałam i był moment, że słuchałam codziennie
Agnes
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz