Zrobiłam analizę ponad trzech lat na obczyźnie. Co mi dał wyjazd? Przede wszystkim nauczył mnie życia. Na wiele spraw patrzę inaczej, jestem mądrzejsza o doświadczenia. Z perspektywy tych trzech lat widzę, jak bardzo się zmieniłam, jak zmieniły się moje wartości, jak zmieniło się moje postrzeganie świata.Jestem silna, otaczam się ludźmi dobrymi, uważnie zawieram znajomości, Mam bardzo wąskie, ale sprawdzone grono przyjaciół. Jedno jest jednak niezmienne: tęsknota za Synem, za Rodzicami, za Domem, rodzinnym domem.
Moje pierwsze marzenie na ten Nowy, 2015 Rok się spełniło. Co prawda nie poznałam nikogo do Sylwestra, ale wybawiłam się z Facetem :-). Każdej kobiecie życzę takiego tancerza. Serce nie zabiło, wymiany telefonów nie było. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś go spotkam i znowu potańczę tak jak lubię.
Trochę zmęczona jestem :-). W Sylwestra pracowałam do 19-tej, po pracy do mojej Eli, ogarnąć się na imprezę. Sylwester, szampański Sylwester, 3 godziny spania i do pracy :-).
Sylwestra spędziłyśmy w Amber Suite, w Berlinie. Po raz drugi. Mam nadzieję, wierzę w to, że następny będzie już z TYM KIMŚ :-)
Moje pisanie...nie mam natchnienia. Nic nie cieszy, brakuje sił. I chociaż staram się myśleć pozytywnie, nachodzą mnie smutki.
Kilka dni temu, tuż przed Świętami, przyszedł wynik Taty ze scyntygrafii kości. I coś się dzieje, są jakieś zmiany. Bardzo się boimy. Po Nowym Roku Mama pójdzie z nim do lekarza.
Siedząc przy Wigilijnym stole, patrząc na Tatę, chciało mi się płakać, bo przecież On był (i nadal jest) całe życie przy mnie. Ja rozumiem, że każdy umiera, że przychodzą lata, ale...to mój TATA. Tata, który nazywał mnie Makową Panienką :-), który do poduszki tak opowiadał bajki, że pierwszy zasypiał :-)
Tak samo przykro było mi patrzeć na moją Babcię. Ona też była całe życie obecna. Ma 91 lat, piękny wiek :-). Szkoda, że nie można cofać czasu.
Przyjechał też mój Brat, którego widuję raz na rok, właśnie na Święta. Poopowiadał trochę o swojej klinice, o klienteli z pierwszych stron gazet. Zmienił się. To już nie ten sam młodszy Brat.
Był oczywiście mój najukochańszy Synuś :-) :-). Mam nadzieję, że wychowałam go dobrze, że nigdy nie zostawi mnie samej w Wigilię. I nie ważne czy ktoś będzie ze mną w te dni. To na Niego będę zawsze czekać.
Poznałam na fb kilka fajnych osób. Myślałam, że to ja jestem tylko dziwadłem, które się zmienia wewnętrznie, które chce świadomie żyć, które jest wrażliwe na krzywdę innych. Jest kilka osób i to mnie cieszy :-). Staram się przebywać tylko w towarzystwie osób pozytywnych, mądrych wewnętrznie. Czasami bywa inaczej. Cieszę się, że są też wrażliwi i mądrzy Mężczyźni. W dzisiejszym świecie to rarytas.
Zadzwonił dzisiaj do mnie mój były Mężczyzna. Myślałam, że już o mnie zapomniał. Myliłam się. Zadzwonił pod pretekstem złożenia życzeń na Święta. Pierwszy mój odruch? Ukłucie w sercu, a raczej myśl: a jednak tęskni i pamięta. Co czułam? No właśnie...stwierdziłam, że czułam obojętność. O to prosiłam TEGO NA GÓRZE. Wysłuchał :-). Dziękuję, dziękuję, dziękuję :-).
Zbliża się Sylwester, kolejny samotny Sylwester. Koleżanki wyciągają na imprezę, nie chcą abym sama siedziała w domu. Ja też nie chcę, bo wiem jak to się skończy, płaczem. Szkoda tylko, że nie mam Faceta. Inaczej bym się czuła. Szkoda, że nie mam nawet takiej męskiej bratniej duszy, która poszłaby ze mną. Tak bardzo chciałabym pobawić się, potańczyć z Mężczyzną. W sumie to jeszcze kilka dni i wszystko może się zdarzyć :-) :-)
Ten tydzień dał mi się porządnie we znaki. Wszystko było nie tak, wszystko się nagromadziło. Dużo za dużo.
Płaczę, ciągle płaczę. Nie chcę, a łzy lecą same. Jestem nadwrażliwa.
Listopad od 12 lat jest dla mnie bardzo ciężkim miesiącem. Wszystko mnie drażni podwójnie, nie śpię po nocach. Cały czas myślę o swoim mieszkaniu, bo pracę mam już dobrą, a przede wszystkim wspaniały zespół.
Poczytałam sobie Wojowniczą i skarciłam siebie za marudzenie, za słabość. Bardzo Magdzie kibicuję, tak jak kibicowałam Chustce. Nie udzielam się na jej blogu, jestem cichym kibicem.
Szukam mieszkania, swoich czterech kątów. Od trzech lat mieszkam ciągle u kogoś. Teraz mieszkam u Polki. Chciałoby się napisać Polki z małej litery, bo nie zasługuje na inną. Nasze ustalenia były takie: mój Syn może mnie odwiedzać, moi znajomi też. Mogę prać i kąpać się do woli. W trakcie wyszło zupełnie co innego. Mój Syn nie może u mnie przenocować, pranie mam robić raz w tygodniu. Na moje pytanie, czy mam prać białe koszule z czarnymi spodniami, usłyszałam odpowiedź: nie obchodzi mnie to. Do tego doszło jeszcze, że mam wyrzucać śmieci. Nadmienię, że z kosza nie korzystam, bo bardzo dużo pracuję i nie gotuję, a to co wyrzucam, to wyrzucam u siebie w pokoju. są jeszcze inne niespodzianki, ale o nich napiszę innym razem. Mój pokój jest bardzo ciemny i wilgotny.
Niestety TEN NA GÓRZE coś ociąga się z pomocą mi. Gadam z nim i nic. Tak sobie jednak myślę, że ON chce mi dać takie porządne, nie pierwsze lepsze, dlatego czekam.
Dostaję już oczopląsu od szukania, czytania, wertowania ofert.
Brakuje mi już pomału sił, poddaję się. Coraz częściej popadam w smutek.
Półtora roku, tyle nie pisałam. Zmieniło się bardzo dużo. Czy zdołam opisać ten okres czasu? Czy niczego nie pominę?
Syn zdał maturę. Nie wiedząc co chce w życiu robić, zrobił sobie roczną przerwę, nie poszedł na studia. Teraz, od października studiuje na Politechnice Poznańskiej.
Ja zmieniłam pracę, i to nie raz. Szef sprzedał lokal dla znajomego, wyremontował go od podstaw. Pięknie zrobił. Teraz jest tam restauracja indyjska.
Ja nie mieszkam już na Kreuzbergu.
Chciałabym pisać bloga po niemiecku. Niestety jeszcze trochę.
Na dzisiaj wystarczy, późno już, a muszę rano wstać.
Popłakałam sobie dzisiaj.
Nie pisałam. Jakoś brakuje mi weny twórczej. A i trochę się działo.
Syn po maturze. Czekamy na wyniki. W tym roku wyjątkowo długo się czeka. Jeszcze 2 tygodnie. Im bliżej 28 czerwca, tym większe mam nerwy. Ustne do przodu.
W dniu swojego ostatniego ustnego egzaminu przyjechał do mnie, do Berlina. Załatwiłam Jemu pracę. Pomagać miał przy naprawianiu rowerów.
Pracował, wszystko było ok. do czasu, aż pracownikowi nie spodobało się, że mój Syn ma własne zdanie i jest bardziej inteligentniejszy od niego.
cdn.
ps. Boli mnie ucho. Takiego bólu nie miałam już dawno. Boli tak, że i cała głowa napierdziela. Idę spać.